W impasie spowodowanym przez kryzys byt utrzymuje się na powierzchni; zazwyczaj nie idzie na dno.

Lauren Berlant, Okrutny optymizm

 

Roztaczana przed nami perspektywa „dobrego życia” – z przynależnymi jej fantazjami o ruchliwości i równości społecznej, bezpieczeństwie pracy i merytokracji, wreszcie zaś o rodzinie jako przestrzeni bliskości – dawno zniknęła we mgle. Eskalujące konflikty i migracje z jednej strony, z drugiej zaś ogólna prekaryzacja i postępująca polityczna polaryzacja życia społecznego sprawiły, że życie w tym świecie jest trudniejsze; dziś niełatwo poczuć się w nim jak w domu. Utraciwszy stałe punkty odniesienia, niepewni istnienia możliwych alternatyw, poszukujemy odpowiedzi na pytanie, jak dalej żyć. Jednocześnie pozostajemy przywiązani do owych fantazji dobrego życia, utrzymując się na powierzchni. Te nasze niekończące się wysiłki uczynienia „życia znośnym, gdy staje się ambiwalentne, nierówne, niespójne”, amerykańska literaturoznawczyni Lauren Berlant nazywa optymizmem; optymizmem, który staje się okrutny, gdy to, czego pragniemy, jest „przeszkodą w naszym rozwoju”.

Biorąc pod uwagę, że (okrutny) optymizm definiowany jest w kategoriach afektywnych, że zmiana – perspektywa wyzwolenia się z jego dynamiki – „jest uderzeniem przeżywanym przez ciało jeszcze przed wszelkim rozumieniem, i jako taka jest jednocześnie brzemienna w znaczenie i niewymowna”, nie powinno nas dziwić, że Berlant w tym, co powszednie, widzi przestrzeń „wynajdywania nowych rytmów życia, rytmów, które mogłyby, w dowolnym momencie, zastygnąć w normy, formy i instytucje”. Innymi słowy, właśnie z tego, co powszednie, rodzą się sytuacje o potencjale stania się doświadczeniami przejściowymi; w których przeczuwamy obietnicę, niewymowną, ale słyszalną, obietnicę czegoś innego, być może jeszcze nie alternatywy, ale zdecydowanie czegoś, od czego można by zacząć.

Ta wystawa inscenizuje to, co powszednie, jako właściwą przestrzeń naszych zmagań, zarówno egzystencjalnych, jak i politycznych, a w związku z tym właśnie tu mogą zaistnieć momenty, w których ciągłość naszego doświadczenia zostaje zerwana, a my jesteśmy w stanie dostrzec przebłyski owych obietnic. Okazuje się, że wszystkie projekty, które wybraliśmy, wychodzą od doświadczeń codzienności i otwierają się na coś innego: etnografia nieświadomego piękna anonimowych interwencji w przestrzeń stających się prawdziwie kolektywnymi dziełami sztuki; obrazy stanów zawieszenia i tajemniczych sytuacji uznające przypadek za podstawę naszego istnienia; ciało użyte jako materiał w poszukiwaniu piękna, stające się krajobrazem, przedmiotem, światem; przedstawienie radykalnie otwartej etniczności w kategoriach tajemnicy, czegoś dawnego i pochodzącego skądinąd, podające w wątpliwość wykluczające rozumienie tożsamości; badanie przyjaźni w kategoriach bliźniactwa, podważające ideę tożsamości jako czegoś, co jest zwyczajnie i bez dwóch zdań twoje; medytacja nad małżeństwem jako przestrzenią, w której można się zatracić, ukazująca kruchość bliskości, ale i zawarty w niej przymus; i wreszcie ogród rozkoszy wszelkich oraz fantazja ucieczki (ku gwiazdom, daleko od tego, co nas warunkuje, wiąże), podsuwające wyobraźnię jako otwarcie na nowe rytmy życia oraz jako „podtrzymującą życie obronę przeciwko ścierającej podmiot sile zwyczajnej, przemocowej historii”.

W Wierszu dla czytelnika Andrzeja Sosnowskiego, od którego wystawa wzięła swój tytuł, to, co John Ashbery tak trafnie nazwał „ciężarem teraźniejszości”, jest czymś nie do zniesienia, a zarazem zbyt łatwo to zlekceważyć:

„Nie przygryzaj warg. Masz już krew na ustach.

To od tych poziomek. Chodźmy, nic tu nie ma”.

Artyści:
Terje Abusdal
Jan Cieślikiewicz
Polina Karpova
Lucie Khahoutian
Flor Maesen
Viacheslav Poliakov
Kaja Rata
Karolina Wojtas

Kuratorzy:
Krzysztof Pijarski
Szymon Rogiński
Katarzyna Sagatowska
Salvatore Vitale

Miejsce:

Centrum Filmowe Kraków – Creative Arts Center
ul. Lipowa 7

Wernisaż:

19.05.2017, 20.00

Czas trwania:

19.05–18.06.2017
wt.–nd. 11.00–19.00

Bilety:

Wstęp wolny